Doraźnie możesz się poratować globulkami Albothyl, bez recepty w aptece - ale to tylko doraźny środek, jeżeli po kilku dniach objawy nie ustępują, albo często nawracają, to musisz iść do lekarza.
Ja bym odradzała Albothyl. To środek silnie złuszczający, nie wiem, dlaczego sprzedają go bez recepty. Mnie kiedyś urządził prawdziwy armagedon. Jak się nie wie, co powoduje daną infekcję, to radziłabym nie ryzykować. Ja sobie trochę popłakałam po Albothylu...
Natomiast na infekcje grzybiczne, nawracające, bardzo mi pomogły globulki z nagietkiem - Vagical i regularne "odśrodkowe" wspomaganie Lacibiosem Feminy, a miejscowo, te "fragmenty" swędzące, smarowałam Clotrimazolem. U mnie flora bardzo się zmienia, jak sobie funduję za dużo słodyczy i częste kąpiele (prysznic rządzi w takich przypadkach). Po prostu mnie to wyjaławia. No i tak jak pisała Erato - jeżeli antybiotyki zrobią raz kuku, to potem te rejony często zmagają się z tego typu nawracającymi problemami.
No i jeszcze pielęgnacja - na mnie dobrze działa mycie szarym mydłem (np. tym z wielbłądem), a teraz mydło do higieny intymnej Barwy.
Ginekolog poradziła mi też, żeby nie stosować czopków z pałeczkami kwasu mlekowego, tylko zakwaszać te rejony naturalnie - letnią wodą z odrobiną kefiru albo jogurtu (oczywiście na wcześnie umytą skórę), potem dokładnie osuszyć ręcznikiem papierowym. Niektórym to się wydaje kontrowersyjne, i wcale się nie dziwię, ale na mnie działało całkiem dobrze (to znaczy flora bakteryjna wracała do normy).
Aha, ważna sprawa - oczywiście takie metody wchodzę w grę, jeżeli nie ma tam żadnych ranek i innych uszkodzeń.